niedziela, 12 lipca 2015

Epilog- "Walczę dla Ciebie"

Właśnie dzisiaj, 18 marca 2012 mija rok odkąd próbuję żyć bez Ciebie. Jest mi ciężko, nawet nie wiesz jak. Ale walczę. Walczę dla Ciebie, tak jak ty walczyłaś dla mnie. Nauczyłaś mnie, że nie ważne co napotkam na swojej drodze, mam się nie poddawać, za co ogromnie Ci dziękuję.
Właśnie dzisiaj, 18 marca 2012 odbieram nagrodę, o której tak marzyłem- Kryształową Kulę. To w dużej mierze Twoja zasługa. Wiedziałem jak bardzo chciałaś bym ją zdobył, dedykuję ją dla Ciebie, bo gdyby nie Ty, nie byłbym w tym miejscu, w którym teraz jestem.
Sprawiłaś, że jestem lepszym człowiekiem, inaczej patrzę na świat, który mnie otacza. Jedna, drobna osoba a jak potrafi zmienić całe życie, całe szczęście w pozytywnym sensie.
Czy tęsknię? Głupie pytanie. Tęsknię za Tobą jak cholera, chciałbym żebyś była teraz ze mną, żebyś wróciła do nas, na treningi, do Steinkjer. Do mnie.

Chciałbym usłyszeć Twój śmiech, spojrzeć w Twoje oczy, złapać Twą dłoń, ale to jeszcze nie mój czas. Zostało mi tak dużo do osiągnięcia, chcę udowodnić wszystkim, że nawet gdy osoba, która sprawiała, że byłem szczęśliwy odeszła, ja ciągle się nie poddaję, bo walczę właśnie dla niej. Walczę dla Ciebie.  


Po dłuższej przerwie spowodowanej końcem roku i większą ilością nauki i moim wyjazdem do Krakowa, nareszcie pojawia się epilog. :)
Czyli to już koniec historii Diany i Andersa, aż ciężko mi w to uwierzyć. Dziękuję Wam za te 1,5 roku, przez które ciągnęłam to "coś", co mogłyście czytać. Czuję się dziwnie z tym, że już nie będę musiała nic pisać związanego z tą dwójką.
Ale pamiętajcie, że pomimo tu kończę TUTAJ czeka na Was opowiadanie ze Stjernenem w roli głównej, gdzie też biorę się do roboty i będę pisać, bo Kraków to jednak duże i pełne atrakcji miasto, ale trochę mi się tu nudzi, oby dopisała wena.
Jeszcze raz Wam dziękuję! <3

środa, 3 czerwca 2015

12. "Już nic nie będzie takie samo..."

W tamtym momencie wszystko zaczęło wirować, dookoła zrobiło się głośno. Norwegia z brązowym medalem Igrzysk Olimpijskich. Wśród drużyny panował całkowity szał. Każdy nie wierzył, że to jest prawdą, że ich marzenia stają się prawdą, że wrócą do domów z najcenniejszym medalem dla każdego sportowca.
-Uszczypnij mnie i powiedz mi to, że to nie jest sen- podbiegł do niej, cały uradowany i rzucił się w jej ramiona.-To dzięki tobie- dodał po chwili.
-Pracowałeś na to całe swoje życie, nie dziękuj mi, tylko sobie- uśmiechnęła się.-A teraz idź do chłopaków, w końcu to wasze zwycięstwo, zobaczymy się później. Pogratuluj im ode mnie.
Nie chciała mówić mu jak źle się czuje, nie chciała psuć mu radości z medalu. Uważała, że zawroty głowy po chwili przejdą, usprawiedliwiała to masą ludzi dookoła siebie i dziką radością, która panowała wśród kibiców i zawodników.
-Hej, wszystko dobrze?- przy jej boku znalazł się Tom Hilde.
-Tak, jest okej-odpowiedziała, przytrzymując się ramienia blondyna.
-Może pójdę po Andersa?
-Nie!-uniosła głos.-Nie ma takiej potrzeby-powiedziała nieco ciszej, gdy poczuła na sobie spojrzenia ludzi dookoła.-Nie martwcie się, przyjdę do was później, a teraz dojdźcie do siebie i uwierzcie, że ten krążek jest wasz- pokazała koledze, żeby wracał do drużyny.

*
Powiedz, że mnie kochasz
Tylko to usłyszeć chcę.
Nienawidzę rozstań
Skały płaczą czasem też.
Rok 2011
-Może jednak polecisz ze mną do Planicy?- spojrzał na nią z troską.
-Anders, wiesz jak bardzo bym chciała, ale nie mogę. Nie wytrzymam, brakuje mi sił. Obiecuję, że w następnym sezonie będę jeździć z tobą na każdy konkurs, nawet do Japonii- uśmiechnęła się blado.- Na sezon letni też będę jeździć, obiecuję- chwyciła jego rękę, patrząc na nią ze łzami w oczach.
-Nie zostawisz mnie samego?- zapytał, ściszając ton głosu.
-Nie myśl tak nawet- westchnęła z uśmiechem na ustach, ocierając łzy.- A teraz idź, bo się spóźnisz na samolot. Atle powinien przyjechać za godzinę, nie martw się, wszystko będzie dobrze- podeszła do niego i delikatnie go pocałowała.- Będę tęsknić- wtuliła się w jego klatkę piersiową.-A teraz uciekaj i skop tam wszystkim cztery litery i wygraj to, okej?
-Nie ma problemu- zniknął za drzwiami.
-Kocham cię- wyszeptała, kiedy Anders opuścił dom.
Nienawidził tych momentów, kiedy musiał rozstawać się z Dianą. Zwłaszcza kiedy tak jak tamtego dnia czuła się fatalnie. Nie chciał zapamiętać jej w takim stanie, w jakim ją opuszczał. Blada jak ściana, bez siły na cokolwiek. Miał ochotę oznajmić trenerowi, że on się nie leci do Planicy, że woli zostać w domu przy dziewczynie.
-Diana nie leci?- Tom doskonale wiedział kiedy zadawać takie pytania.
-Nie, źle się czuje.
-Wszystko będzie dobrze, wiem, że to najgorsze co można powiedzieć, ale błagam cię, nie załamuj się teraz. Wrócisz do niej, później będziecie mieć gromadkę dzieci, ślub, a na starość sobie kupicie jakiegoś psa, żeby wam nudno nie było- po autobusie rozbrzmiał śmiech Hilde, jednakże Andersa nijak pocieszały słowa przyjaciela.-Dobra, to ja cię tu zostawiam, bo zaraz mnie chyba zabijesz wzrokiem.
*
-Jak dobrze, że jesteś- powiedziała cicho, przytulając swojego przyjaciela.
-Jak się czujesz?
-Fatalnie- usiadła na kanapie.- Nie czuję się na siłach by cokolwiek robić. Nigdy nie było tak fatalnie, nie wiem czy dam radę z tego wyjść...
-Nie mów tak! Jesteś silną dziewczyną i będzie dobrze, wyzdrowiejesz. Masz dla kogo żyć, masz przy sobie Andersa, jestem też ja, twoi rodzice, cała kadra. Wszyscy cię wspieramy.
*
Planica to czas radości dla zawodników. Powroty do domów po długim, męczącym sezonie, upragniony wypoczynek. Nagroda za pot i łzy wylane na treningach i po porażkach. Żadne konkursy nie były tak wyczekiwane jak te w Słowenii, tym bardziej w sezonie olimpijskim, gdy zawodnicy tęsknili za domem i każdy skok był dla nich ciężki.
Przechodził między kibicami z całego świata, nie zauważając ich. Wyłączył się całkowicie ze świata, który go otaczał. Śmiechy, krzyki? Nie, dla niego panowała kompletna cisza, która go przytłaczała, a mentalnie był w Steinkjer. Gdyby mógł wróciłby do domu, pierwszym, lepszym samolotem, ale ze wszystkich sił chciał wygrać. Chciał wygrać dla niej.
Jednak wygrać się nie udało, ale 5 miejsce go cieszyło. Ze świadomością tego, że Diana go ogląda i jego tak wysoka lokata mogła sprawić uśmiech na jej twarzy, cieszył się jakby wygrał konkurs. Chciał od razu do niej zadzwonić, ale jego koledzy stwierdzili, że trzeba uczcić końcówkę sezonu.
-Czy możecie dać mi wreszcie zadzwonić do Diany?- wstał od stołu, patrząc na przyjaciół, którzy za każdym razem mówili mu, że może zadzwonić później, że ma dać jej odpocząć.
-I chcesz tak nagle wyjść, zostawiając ten kawałek pizzy, który mówi „zjedz mnie! Zjedz mnie!”?- Hilde wskazał dłońmi na posiłek.
-Tak, właśnie tak zamierzam zrobić- odpowiedział i wyszedł przed bar, a Tom poszedł za nim, wskazując reszcie towarzystwa, żeby nie wychodzili przed budynek.
-Anders...-westchnął.-Nie dzwoń do niej- Bardal spojrzał na niego zdziwionym wzrokiem, a po chwili dotarło do niego o co może chodzić.- Nie masz po co. Atle dzwonił podczas konkursu. Diana nie dała rady...
Przez chwilę stali w ciszy. Żaden z nich nie wiedział co ma powiedzieć. Do oczu bruneta zaczęły napływać łzy. Poczuł, że w tamtym momencie stracił całe swoje życie, że wszystko runęło, jak domek z kart. Jak on miał żyć po tamtej wiadomości? Bez Diany? Bez dziewczyny, która nadawała sens, temu co robi? Bez dziewczyny, którą kocha? Nie wyobrażał sobie swojego dalszego życia bez niej.
-Błagam, powiedz, że żartujesz. Powiedz, że żartujesz. Tom, do cholery! To jakiś żart, tak?- schował twarz w dłoniach.- To się nie dzieje naprawdę. To głupi sen-powiedział ciszej, sam do siebie.-Jak ja mam bez niej żyć? Wyobrażasz sobie mój powrót do domu, mając świadomość, że nikt mnie nie przywita serdecznym i ciepłym uśmiechem? Kto będzie mnie wieczorami wyciągał na skocznię, tylko po to, żeby tam posiedzieć kilka godzin w milczeniu? Już nic nie będzie takie samo... Jedna sekunda a jak potrafi odmienić życie człowieka.
Do późnych nocnych godzin chodził ulicami Planicy, rozmyślając nad tym jak teraz będzie wyglądało jego życie. Wiedział tylko tyle, że musi walczyć dla niej, zdobywać każde trofeum, które może zdobyć i to, że musi wystartować następnego dnia w konkursie drużynowym. W którym dał z siebie wszystko, co mógł i wraz z kolegami zajął drugie miejsce. Wraz z całą grupą stwierdził, że to było dla niej, każdy z nich przez ostatni czas próbował sobie wyobrazić zgrupowania kadry bez Diany, która ku sprzeciwie trenera odwiedzała ich z gigantyczną blaszką szarlotki.

Można było pomyśleć, że są twardymi mężczyznami, którzy nie płaczą. Jednakże w środku każdy z nich był zdruzgotany i płakał jak małe dziecko. Z odejściem Diany poczuli jakby ktoś wyrwał im cząstkę ich osobowości i nigdy jej nie zwróci.

No to został nam tylko epilog. Przyznam szczerze, że płakałam podczas pisania tego rozdziału, pomimo że za postacią Diany niespecjalnie przepadałam (wykreowałam postać, której nie lubię, dobra, nie mam pytań). 

piątek, 3 kwietnia 2015

11. "Boję się"

-Boję się- powiedziała cicho, zerkając przez okno na swój rodzinny dom. Nie mogła uwierzyć, że jeszcze tego samego dnia będzie musiała zastukać do drzwi, w których przejściu ujrzy swoją matkę.
-Nie możesz się wycofać- w kuchni pojawiła się niewysoka kobieta, rodzicielka Atle. Kobieta, którą darzyła ogromnym zaufaniem.-Jak myślisz, jak zareagują?
-Mama się ucieszy, nie będzie kryć łez, tak myślę. Ojciec? On pewnie zrobi mi wyrzuty o tym jak ja mogłam zrobić coś takiego. On zawsze miał zastrzeżenia do tego co robię, nawet jeżeli siedziałam tylko i na przykład uczyłam się zawsze miał jakieś „ale”.
Powroty do domu ojca Diany kojarzyły się jej tylko z narzekaniem na dziewczynę i wypominaniem jej wszystkiego. Każda dzień, gdy wyjeżdżał wieczorami w delegacje wywoływał u niej radość, wiedziała, że przez najbliższy tydzień będzie wolna od jego niepochlebnych komentarzy na jej temat, które zazwyczaj kończyły się płaczem blondynki.
-Nie mam bladego pojęcia co mnie podkusiło by wrócić i to wszystko poukładać-westchnęła.-Fakt, że dużo zasługi w tym miał Atle. Gdyby nie jego wsparcie, nie zdobyłabym się nawet na to, by wsiąść do auta i tu przyjechać- posłała blondynowi uśmiech.- Do tego teraz jest dobry czas, Anders jest na konkursie w Japonii, ja czuję się całkiem dobrze. Jak nie teraz to kiedy?
-Nie chcę cię poganiać, ale jak to sama powiedziałaś „jak nie teraz to kiedy?”, to idź już i napraw wszystko- uśmiechnęła się kobieta, patrząc na dziewczynę, która kierowała się do drzwi swojego byłego domu.
*
Nie dam rady. Nigdy nie sądziłam, że tak prosta czynność, jak zastukanie do drzwi może być tak trudna. W każdym bądź razie, muszę to zrobić. Odwrotu nie mam. Nie mogę stchórzyć w takim momencie, kiedy mam tak wiele na wyciągnięcie ręki. Drżącej z nerw ręki, która magicznie stała się w jednej chwili cięższa, niż kiedykolwiek. Raz kozie śmierć.
-Diana?- zapytała niepewnie niska kobieta, która pojawiła się w drzwiach.-Dziecko...to ty?- po policzkach kobiety zaczęły spływać łzy. Blondynka posłała jej niepewny uśmiech i przytuliła swoją matkę.
Nie potrafiła powiedzieć czegokolwiek, czuła, że zaraz się rozsypie i nie będzie w stanie się pozbierać. Ciężko było jej wykonać jakikolwiek ruch, nie tylko z powodu, że kobieta przytulała ją tak mocno, że prawie traciła oddech, oprócz tego czuła,że nogi jej wrosną w schody przed domem.
-Jak dobrze cię znowu zobaczyć po tak długim czasie. Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiliśmy.
-Ojciec też?
-Tak, on też- odpowiedziała po dłuższym namyśle.-Błagam, nie kłóćcie się chociaż teraz. Zachowaj spokój- powiedziała, ocierając łzy i zapraszając córkę do środka.
Właśnie wtedy, gdy przekroczyła próg domu ogarnęło ją najgorsze uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczyła. Wróciły wspomnienia, zrozumiała swoje wszystkie błędy. Wszystkie dobre, jak i złe rzeczy przelatywały w jej głowie. Wszystko było w miarę dobrym stanie, aż do momentu gdy na fotelu w salonie zobaczyła swojego ojca, którego wzrok był skierowany w jej stronę. Nie musiał mówić czegokolwiek, by wiedziała co myśli na jej temat. Z ust dziewczyny padło nieme „przepraszam” i zniknęła za ścianą, kierując się do swojego starego pokoju.
Zastała swój pokój w takim stanie, w jakim go zostawiła. Ciuchy leżały na podłodze, gdyż nie zmieściły się w walizce, którą pakowała na szybko. Jej zdjęcie z Atle, które zostało zrobione po jednym z juniorskich konkursów, który wygrał jej przyjaciel. Uśmiechnęła się do samej siebie, doskonale pamiętała okoliczności, w których zostało wykonane i jej pośpiech by zdążyć, autobus opóźnij się o ponad godzinę, z powodu wypadku na drodze, ale ostatecznie zdążyła na samą końcówkę, robiąc tym samym ogromną niespodziankę blondynowi, który już nie wierzył w to, że zobaczy ją pod skocznią.
-Nie mieliśmy na tyle siły w sobie, by tu wejść i cokolwiek posprzątać- przemyślenia dziewczyny przerwał jej ojciec, który stał oparty o futrynę drzwi.-Wiesz doskonale, że nie musiałaś tego robić, to było pozbawione jakiegokolwiek sensu, przecież moglibyśmy ci pomóc i żyłabyś spokojnie, a nie wyjeżdżać daleko, zaczynając wszystko od nowa- powiedział bez jakiejkolwiek emocji w głosie.
-Musiałam-mruknęła cicho.-Nie mogłabym żyć tutaj, to byłoby zbyt trudne. Chciałam zacząć wszystko od nowa, spróbować czegoś nowego, przecież i tak niewiele mi zostało do zrobienia tutaj, dobrze wiemy jak jest-odstawiła ramkę ze zdjęciem na stolik i odwróciła się w stronę drzwi.-Myślisz, że przyszłabym do domu i od tak powiedziała co mi jest? Naprawdę uważasz, że jest to takie łatwe?
-Nigdy nie przemówię ci do rozsądku, zawsze musisz zrobić wszystko po swojemu i sądząc, że tak jest najlepiej. Wolałabyś pewnie gdybym nie był teraz w domu i mogłabyś na spokojnie porozmawiać z matką i bez uświadomienia ci, co zrobiłaś.
-Wyjdź-powiedziała cicho.-Nie słyszysz? Wyjdź. Jeżeli chcesz żebym zapamiętała cię jako osobę, która stara się mieć jak najmniej wspólnego ze swoją córką, to gratulacje, udało ci się. Nie pogarszajmy tego jak jest-spojrzała na niego i odwróciła się w stronę komody, przeglądając zdjęcia oprawione w ramki, a mężczyzna opuścił jej pokój.
Z jednej strony chciała zostać w Stensby, ale z drugiej nie chciała by jej rodzice byli zmuszeni do patrzenia na jej cierpienia i zamartwiania się bez potrzeby o jej osobę. Kolejnym minusem byłoby widok Andersa raz na miesiąc, może nawet mniej, co było dla niej myślą trudną do zrealizowania, bo każda ich rozłąka, nawet kilkudniowa, jak ta z którą zmagała się w tamtym czasie była dla niej prawdziwą męką.
-Jesteś szczęśliwa teraz?- zapytała matka dziewczyny, patrząc na swoją córkę z uśmiechem.
-Wydaje mi się, że tak. Mam przy sobie Andersa, który mnie wspiera na każdym kroku. Atle też jest ze mną, pomimo że zachowałam się okropnie względem niego, opuszczając go bez słowa. Opuszczając was bez słowa. I mam was, w każdym bądź razie mam ciebie, nie wiem co z ojcem.
-Kłóciliście się?
-Nie, znaczy tylko taka mała wymiana zdań. Liczyłam, że jak tu przyjadę to się z nim pogodzę, ale chyba się myliłam. Chyba muszę przyjąć to do wiadomości, że dla niego nigdy nie będę idealną córeczką, która będzie jego oczkiem w głowie. Boli mnie to, że już prawdopodobnie nasze relacje nigdy nie będą takie jakbym chciała.
*
-Liczę na to, że jeszcze do nas przyjedziesz- kobieta uśmiechnęła się do swojej córki.-Tylko na trochę dłużej niż teraz.
-Postaram się, zrobię wszystko by jeszcze was odwiedzić-przytuliła swoją matkę.-Do zobaczenia-wsiadła do samochodu i dała znak blondynowi, że mogą ruszać.-Dziękuję- mruknęła cicho.
-Za co?- spojrzał ze zdumieniem w jej stronę.
-Za to, że namówiłeś mnie bym tu przyjechała. Ogólnie za to, że nie opuściłeś mnie po tej całej szopce, którą zrobiłam. Zrozumiałam, że zachowałam się jak małe dziecko i nie stawiłam czoła problemom i wolałam uciec.
-Nie ma za co, od tego są przyjaciele. Lecisz do Kanady?
-Jeżeli będę się dobrze czuła to tak, jeżeli nie to będę musiała zostać w domu.
Nie chciała martwić kogokolwiek tym, że w ciągu kilku ostatnich dni czuła się źle i nie mogła spać w nocy przez ból w klatce piersiowej, który wywoływał łzy na jej policzkach. Liczyła na to, że przejdzie i zapomni o tym na dłuższy czas. Gdyby powiedziała o tym swojej matce bądź Atle nie byłoby mowy o tym, by wróciła do Steinkjer. Nie chciała nawet myśleć o reakcji Andersa na jej samopoczucie.

Wezmę leki i mi przejdzie, nie widzę potrzeby by ktokolwiek musiał o tym wiedzieć i niepotrzebnie martwić się o mnie.

Większa część tego  co widnieje wyżej została napisana pierwszego kwietnia, więc data mówi sama za siebie. ;)
Wesołych Świąt! ♥

niedziela, 22 marca 2015

Ogłoszenie.

Gdyby kogoś interesowało to co piszę, to wystartowałam z nowym opowiadaniem. W roli głównej oczywiście Norweg. Gdyby ktoś chciał to tutaj http://lovingcanhurtsometimes.blogspot.com
A co do historii Diany i Andersa (mam złamane serce, bo nigdy więcej nie zobaczę mojego idola na skoczni) to się tworzy, już trochę mam, więc przy dobrych wiatrach, czy czymś, pojawi się może w weekend. :D

sobota, 7 lutego 2015

10. "Jestem, ale nie w Stensby"

Uśmiechnęła się, wysiadając z taksówki, którą przyjechali pod jeden z hoteli w Lillehammer, gdzie mieszkała tymczasowo reszta norweskiej kadry. Nim się obejrzała, przed hotelem zjawili się skoczkowie, którzy witali ich z ogromnym uśmiechem.
-To co gołąbeczki, kiedy ślub i reszta tych spraw?- radośnie zapytał Jacobsen, zacierając ręce.
Diana skierowała natychmiast swój zdziwiony wzrok na Bardala.
-Wiesz, że nie mogłem się powstrzymać, musiałem im powiedzieć- uśmiechnął się przepraszająco.
-Nie żeby coś, ale jest trochę zimno. Nawet bardzo- mruknęła i weszła do wnętrza, czekając, aż chłopaki skończą rozmawiać o tym jak jeden z Japończyków próbował podczas konkursu pobawić się w mistrza podrywu.
Nie denerwuj się, nie krzycz na nich, jak zaraz zmarzną, to tu przyjdą. Spokojnie.
*
-Musieliście stać na tym mrozie prawie pół godziny? Nie mogliście porozmawiać w hotelu? Przy ciepłej herbacie? Naprawdę? Co z wami nie tak?- spojrzała na Norwegów, którzy siedzieli w hotelowej kawiarence i trzęśli się z zimna.-Jesteście czasem gorsi, niż dzieci-pokręciła głową.
-Przepraszamy, mamo- powiedzieli chórem.
Czasami nie wierzę w to z kim żyję.
-Proponuję wznieść toast za Dianę i Andersa- Bjørn wstał od stołu i uniósł swój kubek do góry, a razem z nim reszta skoczków.- No na co czekacie?- spojrzał pytająco na parę i zacmokał ustami.
Diana skierowała niepewne spojrzenie na Andersa i uśmiechnęła się. On natomiast nie czekał i pocałował blondynkę, co spotkało się z gwizdem i brawami. Dziewczyna usiadła z powrotem usiadła na krześle, upijając łyk gorącej czekolady.
-Słabi jesteście- mruknął jeden z Norwegów.
-Albo wy po prostu niewyżyci- mruknęła, unosząc wzrok znad parującego napoju.-Kiedy masz iść na konsultację?-zwróciła się w stronę Andersa.
-Chłopaki, kiedy mam iść na konsultację?
-O 16.
-O 16-odpowiedział jej i uśmiechnął się tylko na widok jej najczęstszej miny w stylu "Żyję z idiotami".-Przynajmniej wiem kiedy mam być i się nie spóźnię-wzruszył ramionami.
-Cześć wam wszyyy-w pomieszczeniu pojawił się Atle.-Dianaaa!-razem z blondynką rzucili się sobie w ramiona.
-Rønsen, grabisz sobie-powiedział Hilde i wskazał podbródkiem na Bardala.
-Czy ja o czymś nie wiem?
-Nie powiedzieli ci koledzy? Myślałam, że u was to szybko się wieści roznoszą.
-Oni mnie nie lubią- blondyn wygiął usta w podkówkę i popatrzył z wyrzutem na resztę drużyny.-A ty, młoda damo nawet do mnie nie zadzwonisz, to cios prosto w serce- położył ręce na klatce piersiowej, a na jego twarzy ciągle widniała ta sama mina.-W ramach tego idziesz dzisiaj ze mną zwiedzić Lillehammer. O ile Anders nam pozwoli- spojrzał na wspomnianego wcześniej, który z zaciekawieniem patrzył na jak to określił Hilde „szopkę”, którą odstawiał Atle.-Milczenie chyba oznacza zgodę- powiedział radośnie.-O której ci pasuje?
-O 16- uśmiechnęła się i przysiadła do stolika.-Ty pójdziesz na badania, a ja z przejdę się z Atle, dawno się nie widzieliśmy-dopiła resztkę napoju.
*
-Cześć- uśmiechnęła się na widok blondyna, który czekał na nią przy wejściu do hotelu.-Gdzie idziemy?- wyszła przed budynek i naciągnęła kaptur kurtki na głowę.-Śnieg chyba nie ma wyczucia czasu, że pada właśnie teraz-mruknęła pod nosem.-Super cię znowu widzieć-powiedziała, nie dając blondynowi czasu na odpowiedź.
-A ciebie dobrze widzieć taką uśmiechniętą, naprawdę. Cieszę się, że wreszcie spotkało cię coś dobrego, że możesz cieszyć się z tego, gdzie jesteś. Chodźmy tam- wskazał ręką na małą kawiarenkę.
-Coś czuję, że po dzisiejszym dniu będę miała dość kawy i gorącej czekolady.
*
-Rozmawiałem z twoimi rodzicami- powiedział, przerywając ciszę między nimi.
-Co u nich słychać?- ku jego zaskoczeniu, odpowiedziała z całkowitym spokojem w głosie.
-Tak, jest dobrze. Twój ojciec ciągle jeździ w delegacje, a twój kot ciągle śpi u ciebie w sypialni, czym denerwuje twoją matkę. Nic się nie zmieniło, oprócz jednego. Nie ma tam Diany, która każdego dnia parzyła kawę, a w każdą niedzielę na śniadanie szykowała naleśniki.
-Jestem, ale nie w Stensby.
-Spotkaj się z nimi, nawet nie wiesz jak oni bardzo za tobą tęsknią.
-Gdyby to było takie proste-westchnęła.- Nie mam na tyle odwagi, by spojrzeć im w oczy, prędzej rozpadnę się na miliony kawałków, niż coś powiem do nich. Chcę się z nimi spotkać, nawet nie wiesz jak bardzo, ale...
-Nie ma żadnego „ale”, jeżeli chcesz, to się spotkasz. Jeżeli chcesz, mogę pojechać z tobą, ale rozmawiać za ciebie nie będę, sama to będziesz musiała załatwić.
-Dziękuję- powiedziała z wdzięcznością.-Tęsknię za nimi- westchnęła.-Niby jestem szczęśliwa teraz, wszystko się układa i nic nie zaburza tego spokoju, to jednak w środku czuję jak taka mała ja krzyczy i płacze z tęsknoty za rodzinnym domem. Po tygodniu od wyjazdu miałam ochotę wrócić do Stensby, nie dawałam sobie rady, po tak krótkim czasie. Dalej nie potrafię zrozumieć jak dałam radę dotrwać do teraz. Może to zasługa tego, że poznałam Andersa i to, że znowu pojawiłeś się przy mnie. Nie wiem, ale nie żałuję tego, gdzie i z kim teraz jestem-uśmiechnęła się.-Wydaje mi się, że powinniśmy już iść- wskazała kiwnięciem głowy na kelnerkę, która powoli sprzątała w budynku.
*
-A teraz opowiesz mi wszystko jak to się stało pomiędzy tobą, a Andersem- spojrzał na blondynkę, która uśmiechnęła się na wspomnienie tego dnia.
-Był Sylwester, zapytałam go co zmieniło się przez ten rok w jego życiu i dalej się tak samo potoczyło, mówiąc w dużym skrócie, wiesz jak to jest- wzruszyła ramionami.-Nie udawaj, wiem, że ci powiedzieli, bo Anders to papla i mu nie wychodzi robienie niespodzianek.
-Coś wspominali, ale nie słuchałem dokładnie. Stwierdziłem, że zadzwonisz czy coś jak to jest prawda, ale skoro miała to być niespodzianka, to wybaczam.
-O, jak miło, dziękuję!- uniosła ręce ku niebu.
Atle był dla niej wsparciem, wiedziała, że zawsze może się do niego zwrócić, a on do niej. Pomimo, że lekko zaburzyła ich relacje swoją ucieczką i zerwaniem kontaktu z nim, oboje starali się odbudować, to co mieli. I szło im to bardzo dobrze. Blondyn uczynił jej życie lepszym, o ile w tamtym momencie mogło być lepsze, to, czego potrzebowała wtedy, miała dookoła siebie- przyjaciela, ukochanego, czasem brakowało jej tylko rodziców i tego jak było dawniej, kiedy mieszkała w Stensby.
*
-Żartujesz?!- pisnęła z radości i rzuciła się skoczkowi na szyję.-Nawet nie wiesz jak się cieszę!
Anders wraca do gry. Fakt, że konkursy w Tauplitz go ominą, ale wraca! I to było zarówno dla niej jak i dla niego najważniejsze. „Wszystko jest okej, ale lepiej żebyś oszczędził sobie te dwa konkursy, zobaczymy co będzie po Sapporo”.
-A jak po spacerze z Atle?- zapytał, siadając na fotelu.
-Spotkał się z moimi rodzicami, powiedział im co u mnie i chce jechać ze mną do nich, chce mnie wspierać. Może jak ty będziesz w Japonii to wtedy się wybierzemy do nich, co ty na to?- spojrzała na niego.-Nawet nie zamierzam z tobą lecieć tam, nie wydaje mi się, że to będzie dobry pomysł- dodała, kiedy zauważyła, że chce powiedzieć coś, jak myślała o wylocie na Wschód.
-Jak uważasz- powiedział cicho.-Ale pomysł z odwiedzeniem twoich rodziców jest bardzo dobry, w dodatku więcej osób będzie mi kibicować- po pokoju rozniósł się ich śmiech.
-A kto powiedział, że specjalnie dla ciebie będę zrywać się w środku nocy czy nad ranem i siadać przed telewizorem?- uniosła brew i założyła ręce na klatce piersiowej.
-Ja tak powiedziałem-uśmiechnął się od ucha do ucha.-I tak wiem, że będziesz to oglądać.
Reszta kadry okrzyknęła ich najlepszą parą, która istnieje w skocznym świecie, jak nie na całym świecie. Diana i Anders zachowywali się czasem jak dobrzy kumple, którzy znają się od lat, ale jednocześnie łączyło ich uczucie, które było widać, które było widać na pierwszy rzut oka.
-Nareszcie się od ciebie uwolnię chociaż na chwilę- uśmiechnęła się najszerzej, jak mogła.
-Będziesz chciała lecieć do Kanady, to przypomnę ci te słowa- kiwnął palcem w jej stronę.-Grabisz sobie panno Jacobsen, grabisz.
-Jeszcze nie wiemy czy polecisz-powiedziała z nutą ironii w głosie.-Ej, ale tak się nie robi, zabierz mnie ze sobą jak coś, to będzie bardzo niemiłe z twojej strony jak ty sobie będziesz nie wiadomo co robić w Kanadzie, a ja będę siedziała w Norwegii- powiedziała smutnym tonem.
-Pożyjemy, zobaczymy- wzruszył ramionami i wyszedł z pokoju.
Nienawidziła, gdy czasem wychodził, lub zmieniał temat w połowie rozmowy, jak gdyby nigdy się nic nie stało.

-Tak, jasne, oczywiście- mruknęła pod nosem.

Nie wiem co mam powiedzieć o tym czymś powyżej, namęczyłam się trochę, ale szło mi lepiej, niż z poprzednimi rozdziałami. 
Prawdopodobnie zostały nam jakieś 2-3 rozdziały i epilog do zakończenia historii Diany i Andersa, myślę, że się powinnam z nimi wyrobić szybciej, bo w głowie siedzą mi już dłuższy czas. Jednak nic nie obiecuję, bo chęć do pisania może zawsze uciec. 

środa, 21 stycznia 2015

Podsumowanie

Dzisiaj tak trochę z innej beczki. Wczoraj minął rok odkąd tutaj jestem. Chociaż nie, na Bloggerze jestem dłużej, chodziło o to, że rok od publikowania tutaj jednego z wymysłów mojej chorej wyobraźni. Dobra, nieważne.
Szczerze mówiąc liczyłam, że inaczej będzie to wyglądać. Cała ta historia miała potoczyć się inaczej. Posty miały być publikowane częściej i miały być znacznie lepsze. No i ja miałam nie pisać tego na siłę. Przyznaję, trochę się wypaliłam, ale dokończę je. Dam radę. Początek kolejnego rozdziału już mam, więc to taki mały krok w dobrą stronę. Do tego zaczynam ferie w ten weekend, więc powinnam się z tym wyrobić, ale nie obiecuję, bo to się może źle skończyć. Chyba, że tak mnie książki wciągną, że nie będę mogła się oderwać, co również jest bardzo prawdopodobne.
Mam w głowie też pomysł na nowe opowiadanie (nawet dwa opowiadania, ale to drugie jest takie dość odległe i muszę je przemyśleć), ale chyba najpierw je napiszę całe i wtedy będę publikować. Mam wrażenie, że będzie mi lepiej szło, zmiana narracji dobrze zrobi. Przyznaję, to był błąd, że piszę to w trzeciej osobie, ciężko mi jest i to bardzo, nie umiem niektórych myśli skończyć, ale zmiana tego będzie jeszcze gorsza.
I tak ogólnie to nie wiem co tu pisać. Może to żebyście nigdy nie szły na rozszerzoną matematykę, a zwłaszcza w połączeniu z fizyką i informatyką (to taka rada z innej beczki). Dzięki temu opowiadaniu również zagłębiłam się bardziej w kulturę Norwegii (z innej beczki, część 2), o ile to było bardziej możliwe, niż zanim zaczęłam to pisać.
Dziękuję Wam za ten rok, pozytywne komentarze, które dostawałam na Twitterze, czy czasem tutaj, wywoływały na mojej twarzy ogromny uśmiech. Jesteście takim moim małym wsparciem, chociaż pewnie sobie z tego sprawy nie zdajecie. Dziękuję Wam ogromnie. ♥

wtorek, 23 grudnia 2014

9. "A co zmieniło się przez ten rok w twoim życiu?"

 -Opiekuj się nim dobrze- powiedział przez telefon trener.-To niby nic takiego, ale kostkę ma trochę poobijaną, niech wypoczywa. Po Turnieju Czterech Skoczni was odwiedzimy i zobaczymy co z nim jest. Teraz muszę iść do chłopaków na trening, cześć-blondynka odłożyła słuchawkę.
-Dzwonił Kojonkoski, mówił, że mam się tobą opiekować i że przyjadą po konkursie-powiedziała, podchodząc do Andersa.-Nie miałeś co robić, tylko spadać ze schodów-zaśmiała się.-Ale czujesz się dobrze?
-Już chyba po raz setny zadajesz mi to pytanie. Żyję, więc nie jest ze mną źle- uśmiechnął się.-Jedyne co, to czasem mnie boli, ale dam radę.
Ściganie się w Engelbergu wraz z Romørenem, kto jako pierwszy zbiegnie do recepcji hotelu to nie był dobry pomysł. Bardal niefortunnie poślizgnął się na schodach i niestety wypadł z całego Turnieju Czterech Skoczni, jak nie na kilka następnych konkursów.
-Bo się o ciebie martwię, tak? Mogę nie pytać, okej...
-Nie obrażaj się-z trudem się do niej przysunął.-Proszę? Ładnie proszę? Bo zaraz wstanę, co będzie ciężkie i wylądujesz w jednej z tych wielkich zasp. Nie żartuję-podprał się rękoma, by się podnieść.
-Siedź, gdzie siedzisz, Bardal-powiedziała groźnym tonem, co jej nie wyszło, gdyż po chwili wybuchła śmiechem.-Nie obrażam się, widzisz? I zostań lepiej tutaj, nigdzie nie chodź, bo Mika mnie chyba rozszarpie na strzępy, jak się nie polepszy.
Z jednej strony był ucieszony, że nie pojedzie na Turniej Czterech Skoczni, w końcu będzie mógł znowu spędzić tak dużo czasu z Dianą. Jednak mimo wszystko chciał robić to co kocha i skakać, a nie siedzieć bezczynnie w domu, oglądając poczynania swoich kolegów w ekranie telewizora. Kolejnym minusem tej całej sytuacji była obietnica do kolegów z drużyny, że powie Dianie o swoich uczuciach podczas tej rozłąki ze skokami. Nie miał bladego pojęcia jak to zrobić, kiedy i jakich słów użyć.
*
Pierwszy konkurs zdecydowanie nie poszedł po myśli kibiców z Norwegii. Kompletnie nic nie układało się w skokach norweskich zawodników. Nie najlepsze wyniki kolegów z reprezentacji przełożyły się na humor Bardala, który nie chciał za dużo rozmawiać.
-Rozumiem, że nie jesteś zadowolony. Rozumiem, że skoki to twoje całe życie, ale porozmawiaj ze mną, nie zachowuj się jak małe dziecko, któremu zabrano cukierka- od kilku minut próbowała z nim porozmawiać, ale to nic nie dawało.-Dobra, jak sobie chcesz. Mi też nie jest wesoło, ale hej, to dopiero pierwszy konkurs, do tego twoja złość tutaj nic nie da, nie dodasz im w magiczny sposób sił-Odeszła od kanapy, na której siedział Anders.-Nie wytrzymuję czasami z tobą- westchnęła.
*
Nierzadko w ich znajomości pomiędzy nimi pojawiały się spięcia, zazwyczaj o błahostki. Szybko się ze sobą godzili, coś ich zawsze do siebie ciągnęło, byli jak dwa magnesy.
-Długo będziesz się tak na mnie gniewać?- zapytał, wchodząc, a raczej próbując wejść do kuchni.
-Nie gniewam się, po prostu...- spojrzała na niego.-Co z tobą jest nie tak? Miałeś siedzieć a nie chodzić!-błyskawicznie wstała z krzesła i podeszła do Bardala.-Nie będę z tobą rozmawiać, dopóki nie usiądziesz. Ile razy mam ci tłumaczyć, że z Kojonkosim nie chcę mieć na pieńku.
-Już, spokojnie-spojrzał z uśmiechem na blondynkę.-Siedzę, jest okej, moja noga ma się dobrze i złość piękności szkodzi- puścił w kierunku dziewczyny oczko.
-Wracając do tematu... Nie gniewam się, po prostu widziałam, że przeżywasz skoki chłopaków i nie masz ochoty na rozmowę. Stwierdziłam, że będzie lepiej jak się nie będę odzywać, nie chcę się z tobą kłócić, zrozum to. Denerwujesz mnie czasami, bardzo, ale jednak mimo wszystko zależy mi na tobie i nie chcę cię stracić przez takie nic jak to, że chłopaki nie wygrali jednego konkursu- wbiła wzrok w podłogę, nie chciała patrzeć mu w oczy, mimo, iż słyszał już kilkakrotnie z jej ust, że jest dla niej ważny-Co ja ci przed chwilą mówiłam o twojej nodze?-wyszeptała z lekką złością, kiedy brunet znalazł się przy niej i przytulił ją.
-Nie psuj tego. Przez chwilę chyba mogę- odpowiedział jej, również szeptem, chowając twarz w jej długich, blond włosach, pachnących cynamonem. Zapach, który tak bardzo uwielbiał.
*
-Oh, wow...- powiedział pod nosem, gdy ujrzał ubraną w małą czarną Dianę, schodzącą po schodach.-Widzę, że jak obchodzić Sylwestra to już całkowicie szaleć.
-Dziękuję...-odpowiedziała niepewnie.-Trzeba cieszyć się tym, co jest teraz, przecież za rok może mnie tutaj nie...
-Nie kończ tego zdania, proszę- powiedział cicho.-Nawet nie próbuj tak myśleć, zapomnij o tym, że to może się tak skończyć.
-No dobrze, jak chcesz-mruknęła.-Wiesz, że pierwszego prawdziwego Sylwestra, takiego z szampanem i dużą imprezą spędziłam z Atle?- przerwała ciszę między nimi.-Mieliśmy wtedy po 16 lat. Nasi rodzice nie chcieli się zgodzić na wspólne wyjście, wiadomo było jak to się skończy, ale jednak nam się udało, musieliśmy przez okna wyskakiwać, co nie było przyjemne, uwierz- zaśmiała się.- I wbrew pozorom nie było, aż tak źle, tylko gdy wracałam do domu, podarłam sobie sukienkę, którą dość lubiłam, ale warto było. A ty pamiętasz jak spędziłeś pierwszego zakraplanego Sylwestra?
-To było dobre 10 lat temu, czy naprawdę myślisz, że będę to pamiętać?
*
-Północ zaraz, chodź na dwór, chyba dasz radę, prawda?- spojrzała na jego nogę, na odpowiedź nie musiała długo czekać, bo Anders bez większego problemu podniósł się z kanapy. Nic w ciągu ostatnich kilku dni nie cieszyło jej tak bardzo, jak to, że stan jego zdrowia się poprawia.- Oh, jak magicznie- westchnęła, siedząc na ławce i obserwując fajerwerki, które rozświetlały granatowe niebo.
-Szkoda, że nie mogliśmy pójść na skocznię, tam byłoby magicznie-uśmiechnął się.-Chciałbym ci życzyć, aby ten rok był dla ciebie lepszy, niż poprzedni, żebyś wytrzymywała ze mną i żeby ci uśmiech z twarzy nie znikał- odwrócił się w stronę blondynki.
-Mam nadzieję, że nowy rok przyniesie ci wygraną w Pucharze Świata, zdobycie tytuły Mistrza Świata i spełnienie wszystkich twoich marzeń- upiła łyk szampana.
Jest cudownie. Niech ta chwila trwa wiecznie. Niech będzie tak jak jest.
-Zmieniło się coś w twoim życiu w poprzednim roku?- zapytała, opierając głowę o ramię Andersa.
-Jest taka jedna mała sprawa-westchnął.-Wiesz, pokochałem pewną dziewczynę, która jest dla mnie bardzo ważna i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Dzień, w którym nie widzę jej uśmiechu, jest dla mnie dniem straconym. Nie ma dla mnie nic lepszego, niż dźwięk jej głosu, śmiechu, czy chociażby jej zapach. Nienawidzę tego kiedy muszę wyjeżdżać na zawody i spędzać każdy dzień z myślą, że gdyby nie to, to mógłbym z nią spędzać czas, mógłbym spędzać najlepszy czas swojego życia z kimś, kogo kocham. Jest dla mnie najważniejsza-uśmiechnął się.
To było dla niej jak cios w serce. Starała się przez kilka najbliższych miesięcy zaufać mu, nie ukrywała, że chciała zbudować coś poważniejszego na fundamencie zaufania, ale wyznanie Andersa wbiło jej nóż w plecy. I jak ona miała teraz żyć? Bez niego? Doskonale wiedziała, że Norweg będzie chciał spędzać czas ze swoją miłością, a nie jakąś tam Dianą Jacobsen, którą poznał podczas trwania konkursu.
To było do przewidzenia, mogłaś się tego domyśleć, że tak to się wszystko skończy.
-Życzę wam szczęścia, niech wam się dobrze wiedzie- otarła jedną z łez, spływającą po jej policzku, uśmiechnęła się i wstała z ławki, kierując się w stronę domu.
-Czekaj!-Anders, wręcz cudem ją dogonił.
-Zostaw mnie, dam sobie radę- mruknęła.-Chyba będzie lepiej jak zniknę z twojego życia, aby między tobą i – w tym momencie na chwilę przerwała-jak ona w ogóle się nazywa? Dobra, nie ważne, chce wam życzyć szczęścia, tyle. Mówili mi, że nie warto okazywać ludziom uczuć, ale cóż, zawsze muszę coś zepsuć-westchnęła.
-Nazywa się Diana Jacobsen. Nie wiem czy kojarzysz. Blondynka, dość niska, która całe dnie spędza ze skoczkiem narciarskim, Andersem Bardalem- uśmiechnął się, a po chwili dziewczyna rzuciła mu się w ramiona.-Wiesz przecież, że tylko z tobą spędzam czas, jakbym mógł się spotykać z inną dziewczyną? I do tego jakbym mógł zostawić tak cudowną kobietę jak ty?-wyszeptał, głaszcząc dziewczynę po włosach.-A co zmieniło się przez ten rok w twoim życiu?
-Jeszcze pytasz-powiedziała z uśmiechem na ustach.-Poznałam pewnego mężczyznę, który wywrócił moje życie do góry nogami, ale w pozytywnym sensie. I w sumie sama nie wiem jak i kiedy, ale go pokochałam i tego nie żałuję. Cieszę się, że mogę mieć kogoś takiego u boku- popatrzyła w oczy bruneta, po czym ustała na palcach i delikatnie ucałowała jego usta, a po chwili skoczek odwzajemnił jej gest.-Tak, zdecydowanie go kocham-wyszeptała i wtuliła się w Andersa.


Trochę z opóźnieniem go dodaję, przepraszam. Już od sierpnia miałam początek napisany, ale brak czasu i weny żeby go dokończyć, dopiero niedawno mnie naszło na pisanie. Mam nadzieję, że się podobał. :)

piątek, 22 sierpnia 2014

8. "Dopóki nie spróbujesz, to się nie przekonasz."

-Jedź ze mną, proszę- od kilku minut błagał dziewczynę, by zgodziła się jechać wraz z nim na konkurs w Lillehammer.
-Wolę obejrzeć konkurs w telewizji, naprawdę- uśmiechnęła się.
Każdy jej uśmiech był dla niego mini-sukcesem. Fakt, powiedziała mu, by żyli tak jakby on o niczym nie wiedział. Temat jej choroby od razu kończył się płaczem blondynki, czego on tak bardzo nie chciał.
-Zobaczysz się z Atle- dodał.
Pomimo, że kazała mu zapomnieć o własnej osobie, często z nim pisała, prowadziła długie rozmowy telefoniczne. Nie raz mówiła Andersowi, że brakuje jej Rønsena, że tęskni za tymi czasami, kiedy wszystko było bezproblemowe, kiedy wszystko było łatwiejsze, a każdy problem był błahostką.
-Nienawidzę cię-rzuciła z uśmiechem, już wiedział, że się zgodziła.-I tak musiałabym jechać, bo z tobą nie wygram- wywróciła teatralnie oczami.
-Zresztą wiesz jak chłopaki cię lubią. Nie wiem i nie chcę myśleć co by mi zrobili, gdybyś ze mną nie pojechała na zawody, skoro masz okazję, więc wstawaj z kanapy i biegnij do siebie się pakować!-uśmiechnął się.
*
-Diaaanaa!- chłopaki z kadry rzucili się na dziewczynę, gdy tylko podeszła do autobusu.
-Też was kocham-przytulała każdego z nich, uśmiechając się od ucha do ucha.-Atle!- na widok blondyna uśmiechnęła się bardziej, rzucając mu się na szyję.-Tęskniłam za tobą-poczochrała go po włosach.-Chodź do autobusu, pogadamy w środku.
*
-Jak tu pięknie- powiedziała, przekraczając próg pokoju.-Gdzie masz pokój?-zapytała Andersa.
-Tutaj-uśmiechnął się.
-Ale...-rozejrzała się dookoła.-Tu jest tylko jedno łóżko, dwuosobowe i do tego też mam tu pokój-powiedziała zmieszana.
-Tak wyszło, że nie mieli nigdzie miejsca i musieli nas tutaj dać, więc mogę spać z tobą czy może mam zająć podłogę?
-Nie wygłupiaj się, nie będzie spać na podłodze, masz zawody, musisz być wypoczęty, najwyżej wykopię cię z łóżka w nocy-wzruszyła ramionami i rzuciła się w pościel.-Całkiem wygodnie-mruknęła.-Idę spać-nakryła głowę poduszką.
-Dobranoc- odpowiedział Anders i wyszedł z pokoju.
*
-Cześć- powiedział brunet, przekraczając próg pokoju Rønsena i Evensena.- Diana poszła spać, więc przyszedłem do was. Nie będę jej budzić, niech się wyśpi, pewnie jest zmęczona.
-Rozumiem- mruknął Atle.-Układa się wam jakoś?-poruszał wymownie brwiami, po czym cała trójka się zaśmiała.
-Zwariowałeś chyba. Może coś nas łączy, ale z tego i tak raczej nic nie będzie. Do tego doskonale wiesz, że ona od razu będzie unikać tego abyśmy byli razem, wiesz jaka ona jest. Znaczy coś między nami czasem było, ale od razu mówiła, abyśmy o tym zapomnieli...
-Dopóki nie spróbujesz, to się nie przekonasz. Pogadaj z nią. Wszyscy widzimy jak na nią patrzysz, ona też czasem na ciebie zerka w taki inny sposób-wtrącił Evensen.-Wierzę w ciebie.
-Ale...
-Nie ma żadnego ''ale''- przerwał mu Atle.-Johan ma rację, masz to zrobić, bo jak nie to cała nasza kadra wkroczy do akcji i skończy się Dzień Dziecka-spojrzał na kolegę z pokoju, który mu przytaknął.
*
Żaden z dwóch dni nie był szczęśliwy dla norweskich kibiców, jak i zawodników. Nikt z norweskiej kadry nie znalazł się na podium.
-Nie martwcie się, macie przecież jeszcze cały sezon. Kibice i tak was uwielbiają- wskazała ręką na siebie.- Będziemy z wami, chociażby nie wiem co, jesteście najlepsi- przytuliła każdego z nich z osobna.- Więc proszę mi się tu nie smucić i szykować się, za godzinę wychodzimy na jakąś dobrą pizzę i soczek, wiecie musicie dbać o siebie-zaśmiała się.-Więc ruszajcie się, nie radzę się spóźniać- wyszła z pokoju.
Skoczkowie ją uwielbiali. Nikt nie potrafił poprawić im tak humoru jak ona. Mogli z nią porozmawiać na każdy temat, pomagała im. Potrafiła zmotywować ich do ćwiczeń, kiedy tracili wiarę w to co robią.
*
Ogromna pizza po tych dwóch dniach była zdecydowanie dobrym pomysłem. Oprócz tego kufel piwa i każdy z nich był zadowolony.
-Diana, jesteś genialna, naprawdę- powiedział Tom.-Za pannę Jacobsen!-wstał i uniósł naczynie do góry.
-Za Dianę!- powiedzieli wszyscy i spojrzeli na dziewczynę, na której twarzy zagościły rumieńce, co wywołało uśmiech na ich twarzach.
-Jak będziecie dalej tak toasty wznosić, to ja was do hotelu odprowadzać nie będę, nie ma takiej mowy. Sami sobie będziecie to musieli zorganizować, nie mój problem- wzruszyła ramieniem i upiła łyk napoju.
Przy chłopakach nie miała szans z piciem, ona nawet jednego kufla nie wypiła, podczas gdy oni byli już przy trzecim.
To się raczej nie skończy dobrze, o nie.
-Nie przesadzaj, Andersa chyba odprowadzisz- uśmiechnął się Evensen, za co Bardal kopnął go pod stołem, jednak on się tym nie przejmował.-On wtedy będzie smutny jak mu nie pomożesz-zrobił minę zbitego psa.- Swoją drogą... pamiętacie chłopaki jak kiedyś po imprezie usiadł na środku chodnika i powiedział, że nigdzie nie idzie, dopóki nie dostanie lizaka?-cały stolik wybuchł śmiechem, oprócz Andersa.-Oj Bardal, Bardal, głowy do picia to ty nie masz. Będziesz miała Diano z nim nieciekawie na imprezach...
-To sobie powspominaliśmy- przerwał brunet.-Było fajnie i miło, ale jedzenie nam stygnie, więc może jedzmy i już nie rozmawiajmy na takie tematy-spojrzał znacząco na Johana.
*
-Anders- powiedziała blondynka, odwracając się w jego stronę.
-Tak?
-Po pierwsze jedna kołdra na naszą dwójkę chyba nie starczy-zaśmiała się.-A po drugie o co chodziło, Johanowi, że nie będę miała z tobą ciekawie? Znaczy rozumiem, że będziemy chodzić na imprezy co jakiś czas, ale to zabrzmiało dosyć dziwnie.
-Dziwnie? Wydaje ci się- odpowiedział zakłopotany.- Do tego on czasem ma takie żarty, które mało kto rozumie. Przyzwyczaj się do tego, bo on tak często mówi.
Blondynka westchnęła.
-Nie żeby coś, ale jest wpół do drugiej, a o siódmej mamy pobudkę. Chyba powinniśmy spać. Dobranoc-odwróciła się w drugą stronę i zamknęła oczy.
*
-Nie spodziewałem się takiego obrazka, no no- powiedział z uśmiechem Tom, zastając Dianę przytuloną do Andersa.- Nie po to tu jestem, żeby ich podziwiać-mruknął.-Gołąbeczki, wstawać!-krzyknął.-Za pół godziny mamy być na lotnisku, a wy śpicie. Już się szykować! Nie musicie dziękować- uśmiechnął się i wyszedł z pokoju.
-Cholera jasna!- krzyknął brunet, pakując na szybko rzeczy do walizki.-Diana, ruszaj się, mamy mało czasu i jedną łazienkę na dwie osoby! Ja się spakuję, a ty idź do łazienki, tylko szybko!
Cudem było to, że zdążyli na zbiórkę na lotnisko. Kilka minut przed odjazdem zjawili się w holu, udając, że nic się nie stało, a oni się nie spóźnili. Uśmiechnęli się do zawodników i trenerów.
-Są już nasze ranne ptaszki- powiedział ironicznie Kojonkoski.-Pakujcie swoje walizki do autobusu i jedziemy. Od przyjazdu na lotnisko mamy około pół godziny do odlotu samolotu, więc macie mi się nigdzie nie zgubić, ani się nie spóźnić, bo nie wiem co wam wtedy zrobię.-Miłej podróży, uśmiechnął się i wsiadł do autobusu.

Rozdział jest moim zdaniem kompletną porażką, napisany trochę na siłę, pisanie w środku nocy, to zdecydowanie zły pomysł, ale cóż, nic lepszego napisać nie mogłam. Pozostawiam go do waszej oceny. ;)

niedziela, 3 sierpnia 2014

7. "Ale obiecaj mi jedno..."

To wszystko to tylko głupi sen... To się nie dzieje. Obudzę się i wszystko będzie w porządku, jak rok temu. Będę szczęśliwa. Nic się nie wydarzy. Będzie przepięknie, będzie normalnie.
Nie chciała, by ktokolwiek teraz z nią przebywał. Chciała być sama. Płakać jak małe dziecko, nie tłumacząc się nikomu z całego życia.
Odkąd przyszła z Andersem na skocznię, totalnie zauroczyła się w tym miejscu. Potrafiła przyjść w środku nocy, by podziwiać panoramę Steinkjer. Przemyśleć wszystko, co ją otacza. Zatracić się we własnych przemyśleniach.
A gdybym powiedziała im o wszystkim? Jakby wyglądało teraz moje życie? Gdybym nie uciekła? Może nie byłabym teraz w takim dole psychicznym? Cieszyłabym się z każdego dnia, nie płakałabym po nocach, miałabym bliskich, którzy zawsze by mi pomogli. Może nie spotkałabym Andersa?
Anders... Kim był dla niej ten mężczyzna? Przyjacielem, kolegą, a może kimś więcej? Czuła, że miała w nim oparcie. Czuła do niego coś więcej. Łączyło ich więcej, niż tylko przyjacielskie relacje. Cieszyła się z tego, że go ma. Bez niego prawdopodobnie już nie ''cieszyłaby'' się życiem na tym świecie. Fakt, że wcześniej wytrzymywała bez niego, ale dzięki niemu odstawiła leki uspokajające, zaczęła się szczerze uśmiechać. Kilka łez z jej policzka zniknęło. W tej szalonej burzy w jaką zmieniło się jej życie, był jej oazą spokoju, kimś kto trzyma ją na ziemi.
*
-Anders, gdzie ona może być, do jasnej cholery?!- wrzasnął Atle, kiedy wszyscy otrząsnęli się z szoku, jaki przeżyli po tym jak Diana bez słowa opuściła budynek.
-Czy możesz mi powiedzieć, co was łączyło?- zapytał Bardal, co spotkało się z głośnym westchnięciem blondyna.
-Znaliśmy się dawniej, przyjaźniliśmy się. Byliśmy sobie najbliżsi, nic nie mogło nas rozdzielić- zamilkł na chwilę.-Nie mogło, jednak się myliłem. Odeszła bez słowa. Widziałem tylko jak wróciła zapłakana do domu. Nic więcej. Chciałem do niej iść, ale było już za późno. Jej rodziców nie było w domu, miała wolną drogę. Nawet nie wiecie jak cholernie żałuję, że się spóźniłem. Teraz... Teraz wszystko byłoby normalne, inne. Nie siedziałbym teraz pewnie z wami. To wszystko jest jakieś chore- westchnął.- Gdy ją zobaczyłem, to był dla mnie szok. Nie spodziewałem się jej tutaj. Mówiła ci coś dlaczego tu jest?
-Nie- odpowiedział krótko.- Próbowałem się dowiedzieć cokolwiek, jednakże na darmo. Nic. Milczenie. Pustka. Zero. Ciągle odpowiadała, że dowiem się w swoim czasie. Zawsze zmieniała temat, gdy wspominałem o tym dlaczego tu jest, skąd pochodzi, co ją spotkało w życiu. Ciężko jest dowiedzieć się czegokolwiek od niej o jej osobistym życiu. Jest skryta w sobie.
-Dawniej nie była taka. Znaliśmy się od małego, ufaliśmy sobie od samego początku. Jednak o niektóre rzeczy musiałem wręcz błagać, nie zawsze mogłem dowiedzieć się wszystkiego. Jest osobą o naprawdę trudnym charakterze, ale jak ją poznasz, dowiesz się, że ma złote serce, jednocześnie wrażliwe, coś w rodzaju szklanego serca, łatwo ją zranić. Nie wyobrażacie sobie jak bardzo za nią tęskniłem, to było coś strasznego... To nasze spotkanie tutaj też było trochę straszne, w końcu tyle czasu się nie widzieliśmy. Nie wiem co mam jej powiedzieć, jak się zachowywać...
-Chyba wiem gdzie ona może być- mruknął Anders.
-Gdzie?
-Na skoczni. Często tam chodzimy, ona sama często tam przesiaduje, czasem nawet w środku nocy.
*
Łzy spływały po jej policzkach, jedna za drugą. Czy chciała zakończyć swój żywot? Nie. Chciała żyć, męczyć się byciem na tym świecie, ale jednak chciała dokończyć to, chciała się nacieszyć. O ile można to nazwać cieszeniem się.
Czy to kiedykolwiek się skończy? Chcę żeby do cholery było pięknie i wszystko się potoczyło inaczej.
-Za marzenia o czymś takim nie karają-mruknęła sama do siebie, ocierając jedną z łez.-Dlaczego mnie tak ukarałeś?-podniosła wzrok w stronę rozgwieżdżonego nieba.
Poczuła, że ktoś za nią stoi. Nie chciała się odwracać. Bała się. Kto w końcu przeszedł by tutaj o tak później porze prócz niej? Nie spotkała tutaj jeszcze ani razu innego człowieka, niż Anders, który martwił się o nią, gdy nie wracała do domu. Przychodził z termosem, w którym było kakao, które ona tak bardzo uwielbiała. Otulał ją kocem i siedzieli w ciszy.
-Diana?-usłyszała znajomy głos. Serce podskoczyło jej do gardła.
Odejdź. Odejdź. Odejdź.
-A-A-Atle?- ciężko było jej wydobyć jakiekolwiek słowo z siebie. Zarówno z emocji, jak i przez płacz.
-Tak- powiedział cicho.-Możemy pogadać?- w tym momencie dziewczyna odwróciła się w jego stronę.-Powiesz mi dlaczego to zrobiłaś? Mogłaś mi powiedzieć, pomógłbym ci. Znasz mnie. Wiesz, że zawsze masz we mnie oparcie.
Westchnęła.
-A co miałam ci powiedzieć? Że jestem śmiertelnie chora? Że mam jakiś cholerny nowotwór na sercu?!- nie kontrolowała się i zaczęła krzyczeć.-Jesteś zadowolony teraz?! Dalej chciałbyś mi pomóc?! Być przy mnie?! Jesteś tego pewny?!-rzuciła się mu w ramiona, a jej płacz stał się bardziej histeryczny.
-Już, spokojnie- powiedział blondyn, głaszcząc ją po głowie.
Zarówno on, jak i Anders nie wiedział co powiedzieć. Spodziewali się wszystkiego. Wszystkiego, ale nie tego. Nie takiego wyznania. To było zbyt szokujące. Rønsen przekazał blondynkę w ręce Bardala.
-Nie płacz, proszę- wyszeptał Anders.- Błagam-szeptał do jej ucha.-Chodź do domu- podniósł ją i zaczął schodzić na dół, uważając na schody.
Nim doszli do domu, blondynka zasnęła. Ułożył ją na kanapie i wraz z Atle zaczęli sprzątać po imprezie. Od czasu wyznania dziewczyny, nie odezwali się do siebie słowem. Ciężko było cokolwiek powiedzieć, nie wiedzieli co.
-Anders?-usłyszeli cichy głos, dobiegający z salonu. Blondyn kiwnął do Bardala, by tylko jeden z nich poszedł do dziewczyny. Anders podjął się tego, by z nią porozmawiać. Wiedział, że to będzie trudne. Obawiał się...
-Tak?
-Czy mi się to śniło? Twoje urodziny, spotkanie Atle, moje wyznanie- spojrzała na niego, jednak po jego wzroku wiedziała już, że to nie był sen. To wszystko było prawdą.
Czuła, że łzy znów jej napływają do oczu. Starała się je powstrzymać. Zamknęła oczy, poczuła, że Anders ją obejmuje. Czuła się bezpieczniej.
-Dziękuję-wymamrotała.- Gdybym cię nie poznała, nie wiem co byłoby ze mną teraz.
-Przestań tak mówić, będzie dobrze.
-Nie będzie, uwierz. Nie przywiązuj się do mnie, i tak wiemy wszyscy jak to się skończy... Nie warto byś później cierpiał przez taką osobę jak ja- osobę nic nie wartą.
-Przestań, jesteś chyba najwspanialszą osobą jaką poznałem-odgarnął jej włosy za ucho.-Każdego dnia sprawiasz, że mój dzień jest o wiele lepszy, sprawiasz, że się uśmiecham. Dziękuję ci za to-uśmiechnął się.
-Czuję to samo-wyszeptała.-Gdzie Atle?-zapytała, przerywając niezręczną ciszę, która między nimi panowała.
-W kuchni, idź z nim porozmawiaj, powinnaś to zrobić.
Przez kilka minut stała oparta o futrynę drzwi, wpatrując się w blondyna, który siedział na krześle, zapatrzony w widoki zza oknem.
-Atle-szepnęła, siadając obok niego.-Przepraszam, że tak wyszło. Nie chciałam cię martwić moimi sprawami, chciałam, żebyś się rozwijał, nie przejmował się mną-chłopak nie odpowiadał.-Odezwij się, proszę. Wiem, że przez to co powiedziałam wcześniej, przez to, że uciekłam, wbiłam ci nóż w serce, ale błagam, porozmawiaj ze mną.
-Mogłaś zostać-gdy usłyszała jego głos, poczuła ulgę na sercu.-Pomógłbym ci. Przetrwałabyś razem ze mną to.
-Nie przetrwałabym, zrozum. To mnie zabije. Nie wiem ile mam czasu, jedno jest pewne- łzy znów zaczęły spływać po jej policzkach.-Nie mów rodzicom, nie chcę, by cokolwiek wiedzieli...
-Czyli wolisz, by dowiedzieli się gdy dostaną powiadomienie o twoim pogrzebie, tak? Wiesz jak się poczują? Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo ich zranisz, jeszcze bardziej, niż wtedy gdy uciekłaś. Powiesz im to sama gdy przyjedziesz do domu, albo ja im powiem.
-Nie chcę wracać... Nawet mnie o to nie proś, za żadne skarby nie wrócę. Powiedz im to, ale niech się o mnie nie martwią, ani niech nie dzwonią, niech się nie kontaktują ze mną. Niech o mnie zapomną. Ale obiecaj mi jedno...Wrócisz do domu i całkowicie wymażesz mnie z pamięci, nie będziesz się mną przejmować, nie warto.

Liczyłam na to, że w sanatorium będę się nudzić i uda mi się dokończyć to opowiadanie i zacząć pisać nowe, na które mam pomysł, ale nie wiem czy coś z tego wyjdzie. Okazało się, że się myliłam i nie zdążyłam tego rozdziału nawet napisać do końca, kończyłam go w domu. Nie wyszedł taki najgorszy, prawie wszystko się wyjaśniło. Przyznaję, że trochę mnie męczy to opowiadanie czasami, ale je dokończę, jeszcze około 5 rozdziałów do końca. ;)


wtorek, 10 czerwca 2014

6. "Niespodzianka''

 Od kilku minut stała przy oknie i wypatrywała czarnego pojazdu. Po dwóch tygodniach mieli się znowu zobaczyć. O dwa tygodnie bez siebie za dużo.
Wróć szybciej, proszę.
Zaczęła się martwić o to kiedy wróci. Miał być już pół godziny temu. Ani widoku, ani głosu.
Bardal, gdzie ty jesteś?
Nagle pod jego domem pojawiło się Audi, z którego wysiadł Anders. Wyjął coś z bagażnika i ruszył do jej domu. Po całym mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Zbiegła szybko na dół i rzuciła się brunetowi na szyję.
-Tęskniłam za tobą, wiesz?-wyszeptała do jego ucha.-Tak bardzo cieszę się, że już jesteś.
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a myśli w głowie biły się ze sobą.
-To tylko dwa tygodnie, mała- pocałował ją w czoło.
-Wiesz, że nie lubię jak tak na mnie mówisz-nawet nie miała ochoty go puścić.
-Dusisz mnie- powiedział cicho.
-Masz problem- wzruszyła ramionami i zacisnęła uścisk.
Po chwili dziewczyna odsunęła się, a Anders zza pleców wyciągnął bukiet tulipanów.
-Nie musiałeś- uśmiechnęła się szeroko i ponownie rzuciła mu się na szyję.-I tak zwiędną za jakiś czas, straciłeś tylko pieniądze-powiedziała nieśmiało.-A jeżeli przez nie tak się spóźniłeś..- w połowie zdania Anders przerwał jej wypowiedź, łącząc ich usta w pocałunku, który blondynka odwzajemniła. Kwiaty po omacku odłożyła na komodę, która stała w przedpokoju. Bardal uniósł ją delikatnie do góry i skierowali się do salonu, nie odrywając się od siebie.
-Jeżeli to odzwierciedla jak bardzo za mną tęskniłaś, mogę wyjeżdżać częściej- powiedział, gdy usiadł na kanapie, a dziewczyna siedziała na jego kolanach.
-A jeżeli tęskniłam jeszcze bardziej?-zetknęła ich czoła i wpatrywała się w oczy bruneta, które tak bardzo uwielbiała.-Zmartwię cię, więcej nie będzie. Nie masz ze mną łatwo, ale ostrzegałam cię przed tym- oboje się uśmiechnęli. Bardal nie przejął się jej wcześniejszymi słowami i musnął jej usta.- Mówiłam ci coś- pokręciła głową.-Niemożliwy jesteś-powiedziała cicho, przytulając się do niego.
*
-Dobra, to jutro o 16, tak?-powiedziała do słuchawki.-Tylko pamiętajcie o wszystkim, bo wtedy wam chyba nogi powyrywam i nie będzie wesoło-dziewczyna jak i jej rozmówcy zaśmiali się.
-Będziemy pamiętać, ty się o to nie martw- odpowiedział jeden z głosów.-To do jutra-połączenie zakończone.
Odłożyła telefon na stolik, rozglądając się dookoła.
-O czym tak spiskujesz i z kim?-zapytał Anders.
-Nic, to tylko... nic takiego-uśmiechnęła się sztucznie.-Nieładnie wtrącać się w nieswoje sprawy-skarciła go.
*
Otworzyła drzwi od jego mieszkania, tak by go nie zbudzić. Na palcach weszła na górę, do sypialni. Odstawiła torebkę na stolik obok łóżka.
-Dzień dobry. Anders, wstawaj-nachyliła się nad jego uchem.-Wszystkiego najlepszego- powiedziała z uśmiechem, gdy zauważyła, że otworzył oczy.-Życzę ci jak najwięcej wygranych konkursów, zapisania się w sportowej historii, żebyś wytrzymał ze mną jak najdłużej i spełnienia marzeń- uśmiechnęła się, wręczając mu torebkę z prezentem.-Nawet nie próbuj się wykręcać, że nie chcesz.
W torebce znajdowała się ramka z ich zdjęciem, z czasów gdy była tylko jego fanką. Wtedy żadne z nich nie przypuszczało, że sprawy potoczą się tak, że będą przyjaciółmi.
-Poznaję to!-powiedział radośnie.-To było rok temu w Oslo- uśmiechnął się.-Ty jako jedyna do mnie podeszłaś, jeśli dobrze kojarzę.
-Tak, a później to ja wylałam na ciebie przez przypadek napój i uciekłam bez słowa.
-A wiesz, że gdyby nie to, że uciekłaś, teraz byłoby trochę inaczej i znalibyśmy się dłużej?-objął ją w pasie i przyciągnął do siebie.
-Bardal, nie pozwalaj sobie-strąciła jego rękę.-Nic więcej oprócz przyjaźni-spojrzała na niego i spotkała się z jego znaczącym spojrzeniem.-Z wyjątkiem tych kilku pocałunków, ich nie było, nikt nic nie pamięta. Tylko przyjaźń- uśmiechnęła się, po czym wstała z łóżka.-Jeżeli myślisz, że skoro masz urodziny, to będziesz tu ciągle leżeć, to się mylisz. Nie ma tak łatwo, wstajesz- zaśmiała się i opuściła jego pokój.
*
-Powiedziałam mu, że ma przyjść do mnie po 16, więc wszystko powinno pójść zgodnie z planem. Czekamy jeszcze na kogoś?- zapytała, ustawiając prezenty na stoliku.
-Tak, jeszcze kilka chłopaków ma przyjechać. Nie mówiłem ci nic o tym, ale wczoraj dopiero się o tym dowiedziałem i nie miałem jak ci tego przekazać, wybacz- Tom ukazał szereg białych zębów w kierunku blondynki, co spotkało się z jej pobłażliwym spojrzeniem.
-Szykuj to, ja idę na górę się przygotować- odpowiedziała i zniknęła za ścianą.
Po chwili próg domu przekroczyła piątka chłopaków z kadry B.
-Wszystkiego najlepszego!- krzyknął blondyn, Atle.
-Jeszcze nie teraz, geniuszu- mruknął Tom.- Za pół godziny powinien tu być.
-Czyj to dom?-zapytał jeden z chłopaków.
-Diany, przyjaciółka Andersa, jednak widzę, że pomiędzy nimi będzie coś więcej- wtrącił się Jacobsen i charakterystycznie poruszał brwiami.-Już podobno coś było, ale nie udało mi się dowiedzieć co dokładniej-westchnął.
-Widzę, że nieźle się tu im mieszka w takim razie. Poczekamy, zobaczymy co z tego będzie. W sumie to nawet jej nie widziałem, dzisiaj ją poznam i razem z chłopakami ocenimy czy się dla niego nadaje. Będzie ciekawie- zaśmiał się Atle.
-Nie wiem czy wiesz młody, ale po pierwsze Diana jest super, po drugie wydaje mi się, że ty tutaj za dużo do powiedzenia mieć nie będziesz- westchnął Tom.
Po chwili ze schodów zeszła Diana, gasząc światło w pomieszczeniu, w którym przez zasłonięte rolety nie wpadało żadne światło.
-Idzie Anders, schowajcie się- powiedziała i usiadła za jednym z foteli.
-Niespodzianka!- krzyknęli wszyscy chórem, gdy skoczek przekroczył próg domu.
Wszyscy oprócz Diany, która stała oparta o poręcz schodów podeszli do niego i składali mu życzenia. Osób w domu nie było wiele, ale hałas był niesamowity. Każdy chciał coś powiedzieć, co chwilę ktoś wybuchał śmiechem.
Moje biedne mieszkanko. Zniszczą mi cały dom. Yh...
Przez kilka minut zamieszanie wśród solenizanta nie ustępowało. Gdy wszystko ucichło, wspomniany wcześniej podszedł do blondynki.
-A ty mi nie złożysz życzeń?- objął ją w talii i wymruczał do jej ucha.
-Mówiłam ci, że nie możesz sobie na za dużo pozwalać, na tę rękę też-uśmiechnęła się i zepchnęła jego dłoń.-Rano ci składałam życzeniami, nie za dużo tego wszystkiego?
-Dobra, zmieńmy temat. Ty to zorganizowałaś wszystko, prawda? Wiesz, że nie chciałem żadnej wielkiej imprezy.
-Mieli być tylko chłopaki z kadry A, ale reszta tak dołączyła ni z tego, ni z owego. Koledzy, to koledzy- wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się do chłopaków, którzy zmierzali w ich stronę. Zapoznała się z każdym, jednak jej wzrok przykuł blondyn, który stał w kącie ze spuszczoną głową. Przeprosiła wszystkich i podeszła do niego.- Cześć, Diana jestem. Chodź do nas- uśmiechnęła się.
-Naprawdę chcesz, żebym przebywał tam z wami?-zapytał, unosząc głowę do góry, patrząc prosto w jej oczy.
To tylko sen, ty tu nie jesteś. Ja cię nie widzę. To się nie dzieje. Nie...
-Atle?- zapytała z niedowierzaniem.-Ale jak, ty tu- stała kompletnie zszokowana.
No tak, przecież jest skoczkiem. Mogłam się tego spodziewać. Gratulacje, panno Jacobsen.
-Naprawdę myślałaś, że będąc z Andersem nigdy się nie spotkamy? Mogłaś od niego uciec, bez słowa, tak jak ode mnie, a to by się nigdy nie wydarzyło. Niespodzianka- powiedział cicho.
Nie wiedziała co powiedzieć. Myśli w głowie mieszały się ze sobą. Rozejrzała się dookoła siebie, widząc chłopaków, którzy bacznie wszystko obserwowali.
Anders, przepraszam, że zepsułam ci urodziny.

Po chwili wybiegła z domu, nie wiedząc dokładnie gdzie.

Jedyne co mi się podoba z tego rozdziału, to początek i może trochę koniec...
Co do następnego rozdziału, jest mi ciężko określić czy się wyrobię do zakończenia roku, a później do końca lipca nie będę miała możliwości cokolwiek napisać, gdyż wyjeżdżam do Kołobrzegu, a wątpię, żeby w sanatorium było wifi...

niedziela, 11 maja 2014

5. "Jakie jest twoje marzenie?''

To naprawdę dziwne uczucie gdy nagle jedna osoba w ciągu miesiąca zmienia twoje życie na nowo. Uczy cię uśmiechać się szczerze, choć tak naprawdę nie zna historii twego życia. Sprawia, że chcesz żyć na nowo i masz dla kogo żyć.
Nim się obejrzeli, minął miesiąc ich znajomości. Każdego dnia spędzali ze sobą jak najwięcej czasu. Poznawali się i uczyli się siebie nawzajem.
-Nienawidzę cię!-jej krzyk połączony ze śmiechem rozniósł się po całym mieszkaniu.-Jesteś niemożliwy! Uciekaj, nie chcesz wiedzieć, co ci zrobię, jak cię dorwę...
-Jestem tego ciekawy, bardzo- uśmiechnął się, opierając rękę na poręczy od schodów.
-Kto normalny wylewa na kogoś całe wiadro wody, wytłumacz mi to.
-Pomyślmy... Ja!- odpowiedział jej entuzjastycznie.
-Pytałam kto normalny-pokazała mu język, rzuciła ręcznikiem w jego stronę i zniknęła za drzwiami łazienki, by zmienić przemoczone ubranie.
Bardal był jednym z najbardziej pozytywnych ludzi, jakich poznała. Zmienił jej podejście do życia. Każdego dnia była bardziej optymistycznie nastawiona. Fakt, czasem chciała wrócić do domu, jednak jeden uśmiech Andersa sprawiał, że te myśli pryskały jak bańka mydlana, a ona cieszyła się, że ma kogoś takiego jak on i z każdym dniem, chwilą coraz bardziej mu ufała.
U niego było podobnie, każdego dnia sprawiała, że nawet ten najgorszy dzień za sprawą jej śmiechu, czy słowa, jak czarodziejskiej różdżki stawał się lepszy. Robił wszystko, co mógł, by uśmiech z jej twarzy nie schodził. Uwielbiał to, gdy cieszyła się z niektórych rzeczy jak mała dziewczynka. Sposób w jaki na nią patrzył niektórzy określali jako zakochanie, jednak on sam tego tak nie określał. Nie znał jej tak dobrze, by móc ją pokochać po miesiącu. Być może zauroczył się w niej, lub lubił ją bardziej, niż powinien, ale to na pewno nie była miłość.
-Jesteś niemożliwy, gorszy, niż małe dziecko- pokręciła głową, podchodząc do niego.- Nie wiem jak ja z tobą wytrzymuję, powinnam dostać jakąś nagrodę- westchnęła.
-Mówisz o mnie a sama nie jesteś lepsza-wywrócił teatralnie oczami.
-Zabawny jesteś, naprawdę- uśmiechnęła się, odgarniając włosy i wyszła przed dom, siadając na schodach. Po chwili dołączył do niej Bardal.
-Porywam cię dzisiaj- spojrzała na niego pytająco.- Na spacer po okolicy, nie będziemy ciągle siedzieć u siebie w domu...
-Mi to pasuje, siedzenie tutaj jest całkiem fajne. Cisza, spokój, wspaniale. Nikt nie przeszkadza, a jak wyjdziesz się przejść, mijasz masę ludzi, których nie znasz, to takie dziwne uczucie.
-No chyba sobie żarty robisz- oboje się zaśmieli.- Idziesz i nie ma dyskusji, nie masz szans, żeby mnie przekonać na swoją rację- tu miał rację, za nic w świecie nie wygrałaby z nim.- Ogólnie to znasz kogoś z tej okolicy, sąsiadów, czy coś?
-Nie, tylko ciebie. Nie lubię zawierać nowych znajomości, to co mam teraz wystarczy mi w zupełności, nie potrzebuję więcej- uśmiechnęła się, po chwili zdając sobie sprawę z wypowiedzianych przed chwilą słów.
-Wystarczam ci w zupełności?- spojrzał na nią, lekko się do niej przysuwając.
-Nie, nie o to chodziło... - powiedziała z zakłopotaniem.- Chodzi o to, że sama wolę spędzać czas, albo z jedną osobą, to wystarczy. Nie pomyśl sobie, że cię nie lubię, lubię, bardzo lubię. Uwielbiam spędzać z tobą czas, sprawiasz, że uśmiecham się sama z siebie, nie z przymusu, dziękuję ci za to, naprawdę.
-Nie masz za co, ja tylko jestem, nic szczególnego nie robię.
Każdego dnia nabierała do niego coraz więcej zaufania. Opowiadała mu o swoim dawnym życiu, pomijając kilka spraw, nie była na to gotowa, jeszcze nie.
Być może kiedyś ci o całej sobie opowiem, jeszcze nie teraz.
*
-Możesz mi powiedzieć jakim cudem ty pokonujesz te schody, nie wspominając o skoczniach mamucich... - westchnęła, pokonują stopnie ku szczytowi Steinkjerbakken.
-Kondycja, nic więcej. Poczekaj jeszcze trochę, a zaczniesz ze mną biegać i już nie będziesz narzekać- uśmiechnął się.
Fakt, faktem, wejść nie było łatwo, ale widok był niesamowity. Oświetlone, nocne Steinkjer zapierało dech w piersiach. Może nie wyglądało jak ogromne, amerykańskie miasta nocą, gdzie światła tworzyły prawdziwe arcydzieło, ale norweska miejscowość w połączeniu z górami była czymś niesamowitym.
-Wow- wymsknęło się jej z ust. - Dziękuję, że mnie tu zabrałeś- powiedziała siadając na najwyższym schodku.
-Nie ma za co, od jakiegoś czasu chciałem ci to pokazać.
Przez około godzinę rozmawiali na najróżniejsze tematy, od najzabawniejszych momentów z ubiegłego sezonu, po nawet to jaki mają ulubiony kolor. Blondynka oparła głowę na jego ramieniu. Na pozór wyglądali w tamtym momencie jak para. Było między nimi coś magicznego.
-Anders...- powiedziała cicho.
-Tak?- zapytał niepewnie.
-Jakie jest twoje największe marzenie?
-Mam dużo marzeń, zdobyć Kryształową Kulę, założyć szczęśliwą rodzinę, zdobyć medal na Igrzyskach Olimpijskich, nieważne czy złoty, srebrny, czy brązowy, medal z tak genialniej imprezy sportowy dla sportowca jest czymś nie do opisania. Ciężko mi wybrać jedno marzenie... A jakie jest twoje?
-Być szczęśliwą-odparła.- Niby nic takiego, ale nie chodzi tu o zwykłe szczęście, te które występuje chwilowo, pod wpływem impulsu. Chcę być szczęśliwa z tego kim jestem, z całego mojego życia. Nic więcej, tylko tyle.
-A teraz nie jesteś?
-Nie, to co stało się w ciągu ostatniego roku całkowicie zepsuło mi życie. Część z tego już odeszła, druga wciąż jest ze mną. Nie potrafię się cieszyć z czegoś prawdziwie długo, bo zaraz przypominam sobie o tym co jest w moim życiu.
-Rozumiem- mruknął, całkowicie nie wiedział, co ma powiedzieć. Ta dziewczyna często sprawiała, że nie brakło mu słów, które mógł wypowiedzieć.- Wybacz, że tak zmienię temat, ale skoro jesteś ze Stensby, to może znasz Atle Rønsena?

Błagam, nie, tylko nie to.
-Tak, znam... Zamieniłam kilka słów z nim, taka przelotna znajomość, tak to można określić- uśmiechnęła się sztucznie.- Twój kolega z kadry?
-Tak, jest całkiem fajny i nawet obiecującym skoczkiem, myślę, że w przyszłości dużo osiągnie, o ile będzie się starał i będzie chciał to osiągnąć-spojrzał na dziewczynę.-Wracamy do domu?-dodał po chwili.
-Miałam o to zapytać, szczerze powiedziawszy robi się dość chłodno.
-Skoro uważasz, że teraz robi się chłodno, to chyba norweskiej zimy nie przeżyłaś- oboje się zaśmiali.
-Mieszkam tu trochę więcej, niż pół roku, więc przeżyłam, ale nie wychodziłam z domu. Swoją drogą, zimy tutaj są piękne. Jeszcze z takimi widokami...
*
-Widzimy się jutro, prawda?- to było standardowe pytanie, które sobie zadawali gdy dobiegał koniec dnia.
-Nie musisz nawet pytać, to oczywiste. Nawet gdybym powiedziała, że nie i tak byś przyszedł, to pewne-uśmiechnęła się.-Do jutra- ustała na palcach, pocałowała go w policzek i znikła za drzwiami domu.
Z dnia na dzień ufam ci coraz bardziej. Zaskakujesz mnie całym sobą. Potrafisz sprawić, że czuję się jedną z najbardziej szczęśliwych osób na całym świecie. Zmieniasz mnie. Chyba na lepsze. Chciałabym ci się za to odwdzięczyć, nie wiem jak. Dziękuję za to, że pojawiłeś się w moim życiu. 


Powracam, po dłuższej przerwie, ale powracam. Przez przygotowywanie do egzaminów gimnazjalnych nie miałam czasu, żeby coś napisać. To co przeczytaliście wyżej jest efektem co się stanie, jeżeli wyśle się mnie do szpitala, gdzie nie ma dostępu do internetu i tv. Chciałam, żeby ten rozdział wyglądał inaczej, ale wyszło jak wyszło. ;)

wtorek, 18 marca 2014

4. "I mam nadzieję, że będziesz"

Puk, puk.
Irytujący dźwięk stukania w drzwi dobiegł jego uszu. Naciągnął kołdrę na głowę.
Puk, puk.
-Dajcie się człowiekowi wyspać- wymamrotał.
Puk, puk.
-Nie mam wyjścia- westchnął, wstając z łóżka. Zmierzył ku drzwiom.- Diana?- zapytał zdziwiony, gdy zobaczył dziewczynę przed drzwiami z tacą rękach.- Coś mnie ominęło? Mam dzisiaj urodziny?
-Nie, wizyta sąsiedzka- powiedziała radośnie, wchodząc do domu skoczka, stawiając tacę z jedzeniem na stole.
Uparła się o blat kuchenny, mierząc Bardala wzrokiem.
-Masz naprawdę stylowe bokserki- rzuciła, śmiejąc się.- Widzę, że nie rozstajesz się z motywem supermana- podeszła do kuchenki, wstawiając wodę na kawę.
Zadziwiała go. Najpierw ucieka. Teraz przychodzi mu ze śniadaniem do domu. Dziewczyno, znamy się cholernie krótko, a ty już zrobiłaś mi mętlik w głowie.
-Tak naprawdę to ja jestem supermanem -zaśmiał się.- Rozpuszczalna z dwóch łyżeczek- rzucił i zniknął za ścianą, pokonując schodki, by się przebrać.
Sama nie wiedziała co robi. Jakby straciła kontrolę nad własnymi czynami, umysłem. Przeczyła sama sobie.
-Raz się żyje- mruknęła pod nosem.
-Mówiłaś coś?- dziewczyna podskoczyła, wylewając na siebie trochę wrzątku.- Nie chciałem cię wystraszyć, przepraszam- powiedział powstrzymując się od śmiechu na widok zdezorientowanej blondynki.
-Zabawne, naprawdę- sama ledwo powstrzymywała się od śmiechu, polewając rękę zimną wodą.
-Nie stało się nic poważnego prawda?
-Żyję. Oddycham. Chyba jest dobrze.
-Może lepiej nie posługuj się czajnikiem, będzie bezpiecznie- dziewczyna wywróciła oczami, a po chwili oboje wybuchnęli śmiechem.
To było jedno z najlepszych śniadań w jego życiu. Zdecydowanie. Był zadowolony z jej obecności. Lubił ją, nawet bardzo. Nie piszczała na jego widok jak większość fanek. Była taka skromna i cicha. Na początku nieśmiała, ale potrafiła bez skrępowania rozmawiać z ludźmi.
Ona również cieszyła się z jego obecności. Czuła, że przy nim może być sobą.
-Co cię skłoniło, żeby do mnie przyjść? I czemu się tak zachowałaś wcześniej?
-Chciałam się przywitać z nowym sąsiadem, nigdy wcześniej cię tu nie widziałam, więc wypadałoby się zapoznać. Czemu uciekłam?- westchnęła.-Niech to pozostanie moją tajemnicą, dowiesz się później- upiła łyk kawy, opierając się o blat.-Masz naprawdę wygodne meble- zaśmiała się.
-Wygodne, tak?- zapytał, unosząc brwi i patrząc na nią znacząco.
-Nie jesteś normalny-powiedziała z uśmiechem na ustach.- Może ja nie będę ich dotykać, tak będzie najlepiej- odsunęła się.
-Nie ma takiej potrzeby- oboje wybuchnęli śmiechem.
Spędzili ze sobą cały dzień. Jakby znali się od lat. Czuła się przy nim swobodnie. Nabrała do niego zaufania. Nie... to nie było zaufanie. Sama nie wiedziała jak to określić. Magiczna siła? Może od razu magiczna moc? Magiczna moc supermana. Tak, oczywiście. Uśmiechnęła się sama do siebie, co nie uszło uwadze Andersa, który siedział obok niej i oglądał film, co chwila zerkając na nią.
-Czy coś śmiesznego jest w tym, że ten psychopata rozcina ludzi na ćwiartki?- skierował swój zdziwiony wzrok na nią.
-Nie, po prostu zastanawiam się czemu ja ci tak zaufałam. Wiem, że trudno tu mówić o typowym zaufaniu, mam swoje spojrzenie na ten temat. Zazwyczaj nie potrafię spędzić z nowo poznaną osobą tyle czasu. Do tego sama, u tej osoby w domu. Ty jesteś inny. Masz w sobie coś nietypowego. Magicznego? To zabawne.
Przez kilka dobrych sekund nie wiedział co powiedzieć. Patrzył na nią i badał wzrokiem każdy centymetr jej twarzy. Tego co wyraża jej mimika. Co kryje się w jej oczach. Czuła się niepewnie, podobnie jak on. Czuł, że musi odpowiednie dobrać słowa. Jeden zły wyraz, a to ją zrani. Sam nie wiedział co miał powiedzieć. Może nie było to wielkie wyznanie, ale dla niego ważne. Wstał i podszedł do niej. Objął ją ramieniem.
-Popatrz na mnie- powiedział cicho.-Nie płacz- z uśmiechem przepełnionym troską otarł jej łzy.-Nie znamy się dobrze, wiem, ale ja będę się starać o to, abyś mi zaufała. Nie wiem co się wydarzyło w twoim życiu, poczekam, aż sama będziesz gotowa, by mi to powiedzieć. Nie będę nalegać, ale teraz będę się starał abyś mi zaufała.
-Dziękuję- wyszeptała.
-Nie musisz, nie masz za co.
-Dziękuję, że jesteś. I mam nadzieję, że będziesz- uśmiechnęła się.
W głębi duszy biła się z własnymi myślami. Rozum mówił: Co ty robisz, dziewczyno?! A serce: Zostań tutaj, zostań, nie idź od niego. I tak w kółko. Wybrała to drugie. A jak się to skończyło? Obudzeniem się rano na kanapie u Bardala.
-Co ja tu robię?- zapytała, rozglądając się po pomieszczeniu.-Aaaandeeeers?- nic, pusto. Nikogo nie ma.
Usiadła i wpatrywała się w jeden punkt za oknem. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Szczery, naprawdę szczery uśmiech. Bez odrobiny silenia się na niego.
-Anders, gdzie jesteś?!- krzyknęła. Wciąż pustka.
Super, zostałam u niego w mieszkaniu sama. Nie wiem gdzie jest. Nie ma żadnej kartki. Wiadomości. Co robić?
Postanowiła rozejrzeć się po mieszkaniu. Tak jak się spodziewała, skoczka nigdzie nie było. Usiadła na schodach, bawiąc się kosmykiem swoich włosów. Usłyszała odgłos otwieranych drzwi.
-O, już wstałaś- uśmiechnął się.-Mogłem ci napisać jakąś karteczkę, wiem. Byłem w sklepie. Wiesz, chciałem się jakoś odwdzięczyć za wczoraj. Będę mógł liczyć na twoją pomoc?
Ich wspólne przygotowywanie śniadania skończyło się na tym, że Bardal okazał się być człowiekiem, który przypaliłby wodę na herbatę i zamiast talerza kanapek, zjedli płatki z mlekiem.
-Mówiłam wczoraj jakieś dziwne rzeczy?
-Nie, tylko płakałaś, mocząc mi całą koszulkę. A, i prawie w nocy spadłaś z kanapy, a z moich nóg zrobiłaś sobie poduszkę. Ja się nie gniewam, naprawdę- oboje się uśmiechnęli.
Nie wiedziała co ma powiedzieć. Czuła się dość dziwnie.
-Nie chcę, naprawdę, ale muszę iść. Będziemy się widzieć jutro, prawda?- Co ja powiedziałam? Nie wierzę, że to powiedziałam.
Był zszokowany jej pytaniem. Nie spodziewał się tego.
-Jasne- uśmiechnął się.
Poczuł jak blondynka go przytula, a po chwili znikła za drzwiami. Przez okno widział jej sylwetkę. Była taka specyficzna, inna. Innych zniechęciłaby swoją postawą, natomiast go przyciągała. Działała jak magnes.
Po wejściu do domu zaczęło skakać z radości. Od dawna się tak nie czuła. A z czego się cieszyła? Sama nie wiedziała. Ogarnęło ją magiczne uczucie, które było trudne do opisania. Nawet nie była zła na siebie, jak to miała w zwyczaju, gdy zaczynała kogoś lubić. Miała tylko jedną nadzieję- jej wyczynów w tym momencie nie widzi Bardal. Nie miałby trudnego zadania, bo okna w salonie były duże i skierowane naprzeciw domu skoczka. W tym momencie w jego oczach wyglądałaby jak hotka, albo jak typowa nastolatka. On na szczęście (a może i nie?) jej nie widział.

Czyżbym miała nareszcie się cieszyć? Czyżby nareszcie zaczęło się układać?

Udało mi się nareszcie go napisać. Zbierałam się dość długo do niego. I ciągle nie miałam czasu. Pocieszające jest to, że napisałam go w ciągu ostatnich 3 dni. 
Kolejny powinien się pojawić szybciej. ;)

Archiwum